„Było, minęło”. Życie, które stało się światłem – Elżbieta Dołęga-Wrzosek (1930–2026)

by Jan Roman
12 views
24 lutego 2026 roku odeszła postać niezwykła, której życie stanowi gotowy scenariusz dla hollywoodzkiego kina. Elżbieta Dołęga-Wrzosek, twórczyni Polskiej Szkoły Społecznej im. Tadeusza Rejtana w Baranowiczach i Sprawiedliwa Wśród Narodów Świata, była nie tylko świadkiem historii, ale jej najpiękniejszym, ludzkim obliczem. Choć odeszła do Pana, pozostawiła po sobie płomień, którego żadne polityczne wichry nie są w stanie zgasić.

„Pamiętaj, żeś Polką” – testament z mroków wojny

Rodzice Elżbiety Dołegi-Wrzosek: Roman i Teresa Wrzoskowie. Fot.: archiwum ZPB

Życiorys Elżbiety Dołęgi-Wrzosek to kronika przetrwania, godności i niezłomnej wierności korzeniom. Wszystko zaczęło się od dramatu września 1939 roku. Jej ojciec, Roman Dołęga-Wrzosek, wywodzący się ze szlacheckiego rodu pieczętującego się herbem Dołęga, nie zdołał uciec przed wyrokiem historii. Jako „polski pan” padł ofiarą brutalnego mordu dokonanego przez miejscowych chłopów na Wołyniu, w okolicach Równego, gdzie rodzina miała nadzieję znaleźć schronienie.

Elżbieta Dołęga-Wrzosek w dzieciństwie. Fot.: archiwum ZPB

Mała Ela wraz z matką Teresą i wierną nianią Zofią utknęły w drodze, w okolicach Baranowicz. Los rzucił je do wsi Stołowicze – miejsca, które po 17 września stało się częścią Związku Radzieckiego, a wkrótce potem areną niemieckiej okupacji. To tam, w pożodze wojny, wybrzmiały słowa matki, które stały się kompasem dla Elżbiety na całe życie: „Córeńko, pamiętaj, i to najważniejsze, żeś Polką”.

Lekcja człowieczeństwa pod okiem okupanta

W Stołowiczach, w opuszczonym domu z fortepianem, na którym mama Teresa – nauczycielka muzyki – grywała w rzadkich chwilach spokoju, toczyła się cicha walka o przetrwanie. Kobiety zarabiały na życie dzierganiem skarpet i szyciem ubrań, wymieniając je potem na żywność. Jednak to nie walka o byt, lecz walka o życie innych zdefiniowała ich wielkość.

Mało kto wie, że w tym czasie rodzina Dołęga-Wrzosek uratowała dwoje dzieci. Pierwszym był Rysiek Węgier (Richard Wagner), 11-letni żydowski chłopiec z Warszawy. Jego ojciec, czując nadchodzącą likwidację getta, powierzył syna Teresie. Rysiek całe dnie spędzał w ukryciu pod łóżkiem, wychodząc jedynie nocami, by z małą Elżbietą grać w warcaby lub wspólnie robić na drutach. Choć jego rodzice i tysiące innych Żydów zginęli w dołach śmierci w okolicach Arabowszczyzny, Rysiek przeżył.

Rysiek Wagner. Fot.: archiwum ZPB

Kolejnym aktem odwagi była próba ratowania Gity, córki rabina. Niestety, donos sąsiada przerwał tę misję – Gita została zastrzelona na oczach Elżbiety. Wkrótce potem, jej matka Teresa, została uwięziona w obozie koncentracyjnym w Kołdyczewie, miejscu kaźni polskiej inteligencji i duchowieństwa.

Jurek – braciszek znaleziony w rowie

Osamotniona 15-letnia Elżbieta nie poddała się rozpaczy. Pewnego dnia, zbierając szczaw przy drodze, usłyszała płacz. W rowie znalazła wycieńczone, roczne dziecko – chłopca z krzywicą i wrzodami. Bez wahania zabrała go do domu, ogłaszając: „To będzie mój braciszek. A na imię ma Jurek”. Tak narodziła się więź, która trwała całe życie. Elżbieta opiekowała się przybranym bratem, dbając o jego wykształcenie i los, stając się dla niego opoką w najtrudniejszych latach.

Po wojnie, heroizm kobiet został doceniony przez świat. W 1994 roku Instytut Jad Waszem nadał pośmiertnie Teresie Dołędze-Wrzosek tytuł Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata. Pięć lat później, to samo wysokie odznaczenie odebrała Elżbieta.

Architektka wolnych serc w Baranowiczach

Gdy upadł Związek Radziecki, Elżbieta Dołęga-Wrzosek stała się twarzą polskiego odrodzenia na Białorusi. W 1987 roku rozpoczęła działalność, która wymyka się sztywnym definicjom. Nie budowała kariery, nie szukała zaszczytów. Budowała środowisko ludzi wolnych.

Dom Polski w Baranowiczach, fot.: archiwum ZPB

Dzięki jej determinacji w Baranowiczach powstała Polska Szkoła Społeczna im. Tadeusza Rejtana – pierwsza i przez lata najlepsza tego typu placówka w kraju. W 1994 roku, dzięki wsparciu Senatu RP i Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, wzniesiono Dom Polski. Miejsce to stało się sercem polskości. Tętniło muzyką zespołów „Dlaczego” i „Słoneczka”, chóru „Kraj Rodzinny” oraz dyskusjami Klubu Inteligencji i Towarzystwa Lekarskiego.

Pani Elżbieta uczyła nie tylko języka, ale przede wszystkim godności. Jej „nie-sowiecki”, lekki sposób bycia, elegancja i poczucie humoru przyciągały tłumy. Drzwi jej mieszkania były zawsze otwarte – dosłownie. Każdy mógł wejść bez zapowiedzi, by porozmawiać, zasięgnąć rady czy po prostu poobcować z kimś, kto nigdy nie dał się wtłoczyć w żadne ideologiczne matryce.

„Było, minęło”: filozofia niezłomności

Ostatnie lata życia Elżbiety Dołęgi-Wrzosek nie oszczędzały jej ciosów. Śmierć ukochanej córki (Teresy Sieliwończyk), która wspólnie z nią budowała polskie życie w Baranowiczach, była raną najgłębszą. Potem przyszła bolesna likwidacja szkoły – dzieła jej życia. Odebrano budynek, zabrano książki, zlikwidowano struktury.

A jednak, gdy odwiedzano ją w dniu urodzin, gości witała ta sama, pogodna i elegancka dama. Z fenomenalną pamięcią śledziła wydarzenia w Polsce i na świecie. Na każdą tragedię odpowiadała swoimi słynnymi słowami: „Było, minęło”. To nie był cynizm, lecz głęboka filozofia pozwalająca podnieść się po każdym upadku i iść dalej z podniesioną głową.

Wierzyła do końca, że dobra nie da się zlikwidować urzędowym dekretem. Można zamknąć szkołę, ale nie da się wymazać ognia, który ona zapaliła w sercach swoich uczniów.

 Pożegnanie

Pani Elżbieto, była Pani dla nas wszystkich Lekcją, jak być Polakiem i człowiekiem w czasach, które sprzyjały podłości. Pani dom nie miał zamkniętych drzwi, a Pani serce nie miało granic. Dziękujemy za każdy uśmiech, za każdą lekcję historii i za ten niezwykły optymizm, który uczył nas, że po każdej nocy przychodzi świt.

Baranowicze bez Pani będą uboższe, ale ziarno, które Pani zasiała, wyda plon w kolejnych pokoleniach wolnych ludzi. Spoczywaj w pokoju! Legendo…