Pierwsza masowa deportacja ludności cywilnej z okupowanych ziem II Rzeczpospolitej była bezpośrednim następstwem agresji Związku Sowieckiego na Polskę 17 września 1939 roku oraz realizacją ustaleń paktu Ribbentrop–Mołotow. Władze ZSRS, przejmując kontrolę nad wschodnimi województwami państwa polskiego, rozpoczęły intensywny proces sowietyzacji tych terenów: likwidowano polskie instytucje, aresztowano elity społeczne, niszczono struktury administracyjne i wojskowe. Deportacje miały stać się jednym z kluczowych narzędzi trwałego podporządkowania zajętych obszarów.

Decyzje o masowych wywózkach zapadały na najwyższych szczeblach władzy w Moskwie. Aparatem wykonawczym była sowiecka policja polityczna (NKWD), która opracowała szczegółowe listy osób przeznaczonych do deportacji, określała limity transportów i nadzorowała całą operację. Oficjalnie, działania te uzasadniano koniecznością „neutralizacji elementów kontrrewolucyjnych” i „wrogów władzy radzieckiej”. Jednak w rzeczywistości, miały one charakter czystki społecznej i narodowościowej.
Przebieg deportacji – noc, mróz i chaos
Pierwsza deportacja rozpoczęła się nocą z 9 na 10 lutego 1940 roku. W środku zimy, przy mrozach przekraczających –30°C, funkcjonariusze NKWD i żołnierze Armii Czerwonej wdzierali się do domów wytypowanych rodzin. Obudzonym ze snu ludziom dawano zwykle od kilkunastu do kilkudziesięciu minut na spakowanie dobytku. W tym czasie należało zdecydować, co zabrać w nieznaną drogę – często bez wiedzy, dokąd i na jak długo.
Świadkowie wspominali krzyk dzieci, płacz kobiet i bezradność osób starszych. Jeden z deportowanych zapisał po latach: Kazali się ubierać. Matka próbowała zabrać kołdrę, ale wyrwano ją z rąk. Ojciec pytał, dokąd jedziemy – odpowiedzi nie było.

Rodziny ładowano na sanie lub ciężarówki, którymi przewożono je na stacje kolejowe. Tam czekały już długie składy złożone z nieogrzewanych wagonów towarowych, przystosowanych prowizorycznie do przewozu ludzi. W wagonach znajdowały się prycze zbite z desek i otwór w podłodze pełniący funkcję latryny. O jedzeniu i wodzie decydowały: przypadek i dobra wola eskorty.
Polacy z terenów dzisiejszej Białorusi – „element wrogi”
Pierwszą falą deportacji szczególnie dotknięci zostali Polacy zamieszkujący tereny dzisiejszej Białorusi, czyli wschodnie województwa II Rzeczpospolitej. To właśnie tam mieszkało wielu osadników wojskowych i cywilnych, którzy po 1920 roku otrzymali ziemię w ramach nagrody za służbę lub nabyli ją legalnie, budując swoje gospodarstwa od podstaw. W oczach władz sowieckich stanowili oni trwały symbol polskiej państwowości i polskiej tkanki narodowej.

Osadników wojskowych postrzegano jako potencjalne zaplecze przyszłego oporu zbrojnego, ludzi zdyscyplinowanych, związanych z tradycją Wojska Polskiego. Pracownicy służby leśnej – leśniczy, gajowi i nadleśniczy – uznawani byli za szczególnie niebezpiecznych ze względu na doskonałą znajomość terenu, lasów i dróg, co mogło sprzyjać organizowaniu antysowieckiej partyzantki. W raportach NKWD określano ich wprost jako „wojskowo-policyjną agenturę rządu polskiego”.
Deportacjom podlegały całe rodziny. Kara nie dotyczyła jedynie „winnych” w rozumieniu władz sowieckich – obejmowała żony, dzieci, a często także osoby starsze i schorowane, dla których podróż i zesłanie oznaczały wyrok śmierci.
Podróż w nieludzkich warunkach
Transport w głąb ZSRS trwał tygodniami. Wagony były przepełnione, panował w nich chłód, brud i głód. Racje żywnościowe, jeśli w ogóle je wydawano, były minimalne: kawałek chleba, czasem odrobina kaszy lub wrzątku. Choroby – czerwonka, tyfus, zapalenia płuc – rozprzestrzeniały się błyskawicznie, szczególnie wśród dzieci.

Jedna z kobiet zesłanych z Polesia wspominała: Dziecko przestało płakać trzeciego dnia. Myślałam, że zasnęło. Obudziło się dopiero po postoju, gdy wynosili z wagonu ciała.
Zmarłych często grzebano naprędce przy torach kolejowych lub zabierano ich ciała na najbliższej stacji – bez ceremonii, bez oznaczenia grobu.
Miejsca zesłania i walka o przetrwanie
Celem deportacji były głównie odległe i słabo zaludnione regiony: Syberia, Kazachstan oraz północne obwody europejskiej części Związku Sowieckiego. Deportowanych osiedlano w tzw. osiedlach specjalnych, gdzie byli zobowiązani do ciężkiej, często ponadludzkiej pracy – przy wyrębie lasu, budowie dróg, w kołchozach.
Warunki bytowe były skrajnie trudne: prymitywne baraki, brak opieki medycznej, niedożywienie i surowy klimat. Śmiertelność była szczególnie wysoka w pierwszych miesiącach zesłania, zanim deportowani zdołali przystosować się do nowych realiów. Dokładnej liczby ofiar nie da się dziś ustalić, jednak historycy są zgodni, że tysiące osób nie przeżyły pierwszego roku pobytu na zesłaniu.
Pamięć i znaczenie deportacji

Pierwsza masowa deportacja z lutego 1940 roku była początkiem czterech wielkich fal wywózek, które w latach 1940–1941 objęły co najmniej 330 tysięcy obywateli II Rzeczpospolitej. Dla Polaków z Kresów, w tym z terenów dzisiejszej Białorusi, wydarzenia te stały się doświadczeniem formacyjnym – traumą przekazywaną z pokolenia na pokolenie, kształtującą pamięć zbiorową i poczucie utraconej ojczyzny.
Obchodzona 10 lutego rocznica pierwszej deportacji jest dniem pamięci o ofiarach sowieckiego terroru. Przypomina nie tylko o skali zbrodni, ale także o losach konkretnych ludzi – rodzin wyrwanych z domów, dzieci dorastających na zesłaniu i tych, którzy nigdy z niego nie wrócili. Zachowanie tej pamięci pozostaje jednym z fundamentów tożsamości Polaków pochodzących z Kresów oraz ważnym elementem refleksji nad tragicznym doświadczeniem XX wieku.
Andrzej Maciuszewski
