Samotny strażnik wolności. Dramat Tadeusza Reytana

by Jan Roman
5 views
Warszawa, kwiecień 1773 roku. W dusznej sali Zamku Królewskiego unosi się zapach zdrady zmieszany z lękiem. Większość obecnych wie już, że los Rzeczypospolitej został przypieczętowany w gabinetach w Petersburgu, Berlinie i Wiedniu. Właśnie wtedy, gdy rezygnacja i cynizm brały górę, na scenę dziejów wkroczył człowiek z nowogródzkiego zaścianka – Tadeusz Reytan. Jego gest, choć tragiczny i ostatecznie bezskuteczny, stał się najpotężniejszym symbolem polskiego oporu XVIII wieku.

Dramat na progu sali sejmowej

Kiedy Adam Poniński, marszałek Sejmu i postać budząca powszechną odrazę za swoją uległość wobec zaborców, ogłosił przejście do konfederacji, co oznaczało głosowanie większością i miało umożliwić zatwierdzenie traktatu rozbiorowego, Reytan zrozumiał, że czas na dyplomację się skończył.

W geście najwyższej desperacji rzucił się na ziemię przed wyjściem z sali. Rozdarł koszulę i krzyknął: „Zabijcie mnie, nie zabijajcie Ojczyzny!”

To nie była wyreżyserowana scena z teatru. To był autentyczny, bolesny protest człowieka, który widział, jak jego koledzy – posłowie – przechodzą nad jego ciałem, unikając wzroku, byle tylko jak najszybciej podpisać dokumenty sankcjonujące kradzież polskich ziem. Reytan trwał w tym oporze przez 36 godzin, bez jedzenia i snu, stając się żywym wyrzutem sumienia dla narodu.

Nowogródzkie korzenie i dziedzictwo Hruszówki

Tadeusz Reytan urodził się w 1742 roku w Hruszówce (obwód brzeski), w rodzinie o korzeniach pruskich, która jednak od pokoleń czuła się głęboko zakorzeniona w tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Hruszówka to miejsce kluczowe dla zrozumienia jego fenomenu. To tutaj, wśród rozległych lasów i pagórków Nowogródczyzny, kształtował się jego charakter – człowieka prostolinijnego, bitnego i nieugiętego w kwestiach honoru.

Dziś obszar ten wpisuje się we wspólne dziedzictwo Polski i Białorusi. A Reytan cieszy się wielkim szacunkiem jako syn tej ziemi, który sprzeciwił się dominacji mocarstw.

Obłęd i tragiczny finał w cieniu grabów

Cena, jaką zapłacił za swój patriotyczny zryw, była najwyższa. Po sejmie rozbiorowym, zdruzgotany psychicznie widokiem upadku państwa i zdrady elit, wrócił do rodzinnej Hruszówki. Niestety, jego umysł nie wytrzymał napięcia. Popadł w obłęd, który przez współczesnych był postrzegany jako „święta choroba” wywołana bólem za ojczyznę.

W 1780 roku, w ataku szału, Reytan potłukł szklany przedmiot i ranił się odłamkami. Zmarł w samotności, z dala od politycznego blichtru, którego tak nienawidził. Przez lata miejsce jego pochówku owiane było tajemnicą, aż do 1930 roku, gdy w pobliżu dworu odkryto jego szczątki. To symboliczne miejsce do dziś przypomina o tym, że wolność ma swoją cenę, często przekraczającą ludzką wytrzymałość.

Dlaczego Reytan jest nam potrzebny dzisiaj?

Postać Tadeusza Reytana, uwieczniona na słynnym obrazie Jana Matejki, często bywa sprowadzana do roli patetycznej ikony. Jednak za tym gestem krył się żywy człowiek – obywatel, który odmówił udziału w kłamstwie. W dobie relatywizmu i politycznych układów, jego postawa przypomina, że istnieją wartości, za które warto „leżeć w progu”.

Dla współczesnej Białorusi i Polski, Reytan to postać łącząca. Jego walka o suwerenność i prawo do decydowania o własnym losie jest uniwersalna. Odwiedzając dziś Hruszówkę, można poczuć ducha tamtych czasów i oddać hołd człowiekowi, który jako jeden z niewielu miał odwagę powiedzieć „nie”, gdy cały świat milczał. Jego historia to lekcja o tym, że nawet przegrana bitwa może stać się fundamentem przyszłego zwycięstwa ducha.

Jerzy Sosnowski