Witold Gombrowicz – klasyk, który wciąż pisze nas na nowo

by Jan Roman
61 views
Czy istnieje pisarz XX wieku bardziej „żywy” niż Witold Gombrowicz? Trudno o drugiego autora, którego myśl tak bezwzględnie obnażałaby mechanizmy rządzące ludzkim zachowaniem – i który jednocześnie tak trafnie opisywałby rzeczywistość epoki mediów społecznościowych, choć zmarł ponad pół wieku temu. Gombrowicz nie tyle przetrwał próbę czasu, ile zdaje się ją wyprzedzać.

Emigrant z konieczności, outsider z wyboru

Biografia Gombrowicza jest niemal gotowym scenariuszem literackim. Urodzony w 1904 roku w zamożnej rodzinie ziemiańskiej, debiutował w międzywojennej Polsce jako prowokator i ironista. Tuż przed wybuchem II wojny światowej wyruszył w rejs do Argentyny – podróż, która miała trwać kilka tygodni, zamieniła się w ponad dwudziestoletnią emigrację.

Buenos Aires stało się jego laboratorium myśli. Oderwany od polskiego życia literackiego, zmuszony do pracy poza środowiskiem inteligenckim, Gombrowicz zyskał dystans – zarówno wobec narodowych mitów, jak i wobec samego siebie. Ten dystans stał się fundamentem jego pisarstwa.

Do Europy wrócił dopiero w latach 60., osiadając we Francji. Był już wtedy autorem kultowym, choć w Polsce przez lata funkcjonował na marginesie oficjalnego obiegu. Emigracja – przymusowa, ale twórczo wykorzystana – ukształtowała jego spojrzenie na tożsamość jako coś nieustannie negocjowanego, nigdy danego raz na zawsze.

Forma, niedojrzałość i gra masek

Gombrowiczowskie uniwersum obraca się wokół kilku obsesyjnie powracających pojęć. Najważniejszym z nich jest „forma” – rozumiana jako zestaw ról, póz i konwencji, które narzucamy sobie nawzajem. Człowiek nigdy nie jest „sobą”, lecz zawsze kimś „dla kogoś”.

W „Ferdydurke” bohater zostaje cofnięty do szkoły, gdzie doświadcza przemocy formy w najczystszej postaci: infantylizacji, przypisywania ról, wtłaczania w schematy. Słynna „gęba” staje się metaforą społecznego przymusu bycia kimś określonym. „Nie ma ucieczki przed gębą” – zdaje się mówić autor.

Z kolei „Trans-Atlantyk” to groteskowa rozprawa z polskością, napisana stylizowanym językiem, który jednocześnie parodiuje i demaskuje narodowe narracje. Gombrowicz nie tyle krytykuje patriotyzm, co pokazuje jego teatralność – jego uzależnienie od formy.

Najpełniej jednak swoje idee rozwija w „Dzienniku”. To tam pojawiają się słynne rozważania o niedojrzałości jako stanie twórczym – czymś, co należy pielęgnować, a nie przezwyciężać. „Dojrzałość” w jego ujęciu bywa maską, za którą kryje się skostnienie i konformizm.

Aktualność, która nie daje spokoju

Dlaczego Gombrowicz tak dobrze „czyta się” dziś? Bo opisał świat, w którym każdy z nas żyje – świat permanentnej autokreacji.

Media społecznościowe to nic innego jak współczesna „gęba”: profil, który tworzymy dla innych, i który zaczyna nas definiować. Presja bycia „kimś” – atrakcyjnym, inteligentnym, wyrazistym – jest dziś silniejsza niż kiedykolwiek. Gombrowicz przewidział tę dynamikę, pokazując, że tożsamość nie jest czymś autentycznym, lecz efektem relacji i spojrzeń.

Jego diagnoza relacji międzyludzkich – jako nieustannej gry dominacji, zależności i wzajemnego „upupiania” – brzmi dziś niemal socjologicznie. W świecie korporacji, influenserów i nieustannego performowania siebie, jego intuicje wydają się wręcz prorocze.

Gombrowicz w młodej prozie

Wpływ Gombrowicza na współczesną literaturę jest wyraźny, choć często pośredni. Młodzi autorzy przejmują od niego nie tyle konkretne motywy, co sposób myślenia o literaturze.

Widać to w skłonności do ironii i autotematyzmu – teksty coraz częściej komentują same siebie, podważają własną powagę, igrają z czytelnikiem. Groteska, która u Gombrowicza była narzędziem demaskacji, dziś staje się jednym z podstawowych środków opisu rzeczywistości.

Coraz częściej pojawia się też fascynacja „niedojrzałością” – bohaterowie współczesnej prozy są niepewni, chwiejni, uwikłani w relacje, które ich przerastają. Zamiast klasycznego rozwoju postaci mamy raczej dryfowanie, eksperymentowanie z tożsamością.

Język również ulega „gombrowiczowskiej” deformacji: miesza rejestry, balansuje między powagą a absurdem, rozsadza konwencje. Literatura przestaje być „ładna” – staje się żywa, niepokojąca, czasem niewygodna.

Klasyk przyszłości

Gombrowicz nie daje się zamknąć w szkolnym kanonie. Każda próba „uczesania” go – sprowadzenia do zestawu pojęć i interpretacji – kończy się porażką. Być może dlatego wciąż inspiruje: bo wymyka się formie, którą sam tak bezlitośnie analizował.

Jego twórczość działa jak lustro, w którym przegląda się każda epoka – i każda widzi coś niepokojąco aktualnego. W świecie, który obsesyjnie produkuje tożsamości, Gombrowicz przypomina, że każda z nich jest konstrukcją. A skoro tak – można ją podważyć.

To właśnie czyni go klasykiem nie przeszłości, lecz przyszłości.

Irena Kowalczuk