Pustynia, która zakwita. Dwugłos Wielkiego Postu

by Jan Roman
70 views
Wielki Post w swej najgłębszej strukturze nie jest jedynie monotonnym pasmem wyrzeczeń czy surową rezygnacją z kolorytu życia. To precyzyjnie nakreślona mapa drogowa, podzielona na dwie wyraźne, choć przenikające się krainy. Pierwsza z nich pachnie świeżością chrzcielnej wody i nadzieją poranka; druga – ciężarem cedrowego drewna i cieniem nadchodzącej nocy na Golgocie. Zrozumienie tej dwudzielności to klucz do tego, by z „obserwatora tradycji” stać się „uczestnikiem tajemnicy”.

fot. grodnensis.by

Odnaleźć siebie przy studni: czas iluminacji

Pierwszy etap tej wędrówki – od Środy Popielcowej aż po próg V Niedzieli Wielkiego Postu – ma charakter chrzcielny. To fascynujący powrót do źródeł, echo starożytnych praktyk, gdy katechumeni w drżeniu serca przygotowywali się do przyjęcia sakramentów wtajemniczenia. W tym czasie Kościół staje się wielką szkołą patrzenia na nowo.

Nieprzypadkowo w naszych uszach brzmią wtedy ewangeliczne perykopy o spotkaniach, które kruszą mur niemożności. Stajemy przy studni obok Samarytanki, by w palącym słońcu własnych pragnień zrozumieć, że tylko Jezus jest „żywą wodą”. To moment, w którym uświadamiamy sobie, że nasze życiowe susze nie wynikają z braku okoliczności, ale z odcięcia od źródła, które daje życie wieczne.

Kolejnym przystankiem jest spotkanie z niewidomym od urodzenia. Tu liturgia dotyka naszej ślepoty – tej subtelnej, codziennej, która sprawia, że nie widzimy drugiego człowieka lub gubimy sens własnego istnienia. Jezus objawia się jako Światłość, która nie tyle oślepia blaskiem, co cierpliwie rozjaśnia mroki naszych ścieżek. Wreszcie stajemy nad grobem Łazarza, słysząc przejmujące wezwanie: „Wyjdź na zewnątrz!”. To potężna lekcja o Bogu, który jest jedynym Dawcą życia, zdolnym wskrzesić nas z martwoty grzechów, z owych duchowych grobów, które sami sobie wykopaliśmy. Ten pierwszy etap to czas „metanoi” – głębokiej przemiany myślenia, by nasze czyny znów zaczęły pulsować rytmem Dekalogu i czystą miłością do Stwórcy oraz bliźniego.

 Pod ciężarem drzewa: czas pasyjnej obecności

fot. grodnensis.by

Kiedy już obmyjemy twarz w żywej wodzie i odzyskamy wzrok, jesteśmy gotowi, by wejść w drugą fazę Wielkiego Postu. Ma ona charakter pasyjny. Tu kończy się czas introspekcji, a zaczyna czas towarzyszenia. Wzrok, dotąd skupiony na własnym nawróceniu, teraz niezłomnie zawisa na postaci idącego na śmierć Chrystusa.

To czas, w którym liturgia gęstnieje od emocji i symboli. Rozpoczyna się wielkie odliczanie do wydarzeń Paschy. Szczególnym punktem zwrotnym jest Niedziela Palmowa – dzień przedziwnego splotu triumfu z tragizmem, okrzyków „Hosanna” z nadchodzącym „Ukrzyżuj”. Wchodzimy w głąb tajemnicy Męki, nie jako turyści przyglądający się dawnej historii, ale jako świadkowie, którzy wiedzą, że każda kropla potu w Ogrójcu i każda rana na ciele Zbawiciela ma swój ciężar w ich własnym życiu.

 Jedność drogi: dlaczego kolejność ma znaczenie?

fot. grodnensis.by

Istnieje głęboka mądrość w tym, że pasyjność następuje po chrzcielności. Nie da się bowiem autentycznie przeżyć dramatu Odkupienia, omijając etap osobistego oczyszczenia. Wejść świadomie w rozważanie tajemnic Krzyża może jedynie człowiek, który wcześniej przeszedł przez pustynię własnej słabości i pojednał się z Bogiem. Bez wcześniejszego „obmycia oczu”, Krzyż pozostanie jedynie niemym znakiem cierpienia, a nie sztandarem zwycięstwa.

Druga część Wielkiego Postu wymaga od nas dojrzałości. To już nie jest czas na naukę alfabetu wiary, ale na czytanie wielkiej księgi Bożej Miłości, pisanej krwią na drzewie Krzyża. Tylko człowiek nawrócony potrafi dostrzec w tym dramacie nie klęskę, lecz największy triumf, jaki znała historia ludzkości.

Zaproszenie do pełni

fot. grodnensis.by

Wielki Post to zatem wielki proces rzeźbienia nowej tożsamości. Najpierw odrzucamy zbędne warstwy starego człowieka (etap chrzcielny), by wreszcie móc w pełni zjednoczyć się z Chrystusem w Jego ofierze (etap pasyjny). To droga od pustego naczynia, które musi zostać napełnione, do pełnego serca, które potrafi współcierpieć i kochać.

Niech ten czas nie będzie tylko kartką w kalendarzu. Niech będzie podróżą, która zaczyna się od pragnienia przy studni, a kończy u stóp Krzyża, skąd już tylko krok do pustego grobu i radosnego Alleluja. Bo tylko ten, kto przeszedł przez mrok Wielkiego Piątku z czystym sercem, naprawdę zrozumie blask Wielkanocnego Poranka.

Wiktor Samusiewicz