Ponad trzy lata temu, w wieku 90 lat, zmarł Edmund Lebiedź – mieszkaniec Hoży pod Grodnem, były więzień sowieckiego łagru i działacz Związku Polaków na Białorusi. Został pochowany na miejscowym cmentarzu, obok żony. Przez większą część życia niewiele mówił o tym, co spotkało go podczas wojny i w pierwszych powojennych latach. Dopiero po rozpadzie Związku Sowieckiego zaczął otwarcie opowiadać o swojej przeszłości. Dziś wspominamy tę niezwykłą postać, ponieważ jego historia jest częścią pamięci o Polakach na Białorusi, którzy doświadczyli wojny, sowieckich represji i trudnych powojennych lat, a mimo to nie wyrzekli się swoich korzeni.

Jego historia jest związana z Hożą, ale prowadzi również przez okupowaną Grodzieńszczyznę, polskie podziemie, deportację na Syberię i sowieckie obozy pracy w rejonie Omska. Spędził w nich cztery i pół roku. Po powrocie w 1955 roku znów zamieszkał w rodzinnej miejscowości i przez kolejne dziesięciolecia prowadził życie, które z pozoru niewiele różniło się od życia innych mieszkańców regionu…
Dzieciństwo przerwane przez wojnę
Edmund Lebiedź urodził się 13 listopada 1932 roku w Hoży. Kiedy we wrześniu 1939 roku rozpoczęła się wojna, miał siedem lat. Pamiętał polskich żołnierzy, którzy po upadku miasta wycofywali się w kierunku Litwy, przechodząc również przez Hożę.
Kilka lat później, po niemieckim ataku na Związek Sowiecki, w regionie zaczęło działać polskie podziemie. Według rodzinnych przekazów Lebiedź, mając kilkanaście lat, współpracował z polską partyzantką jako łącznik.
Deportacja i łagier
Wkrótce po wojnie przyszły represje. Cała ulica Zarzeczna w Hoży została wywieziona na Syberię. Wśród deportowanych znalazł się Edmund Lebiedź. Sowiecki sąd skazał go na pobyt w łagrze. Trafił do obozów pracy przymusowej w rejonie Omska, gdzie spędził cztery i pół roku. Na wolność wyszedł w 1955. Wrócił do Hoży.
Życie po powrocie
Po łagrze, pan Edmund nie próbował budować wokół swojej przeszłości publicznej legendy. O wojnie, działalności w polskim podziemiu, aresztowaniu i pobycie w obozie praktycznie nie mówił.
Ożenił się, miał trzy córki i pracował do ponad 70. roku życia. Mieszkał cały czas w rodzinnej Hoży.
Milczenie trwało przez dziesięciolecia. W sowieckim systemie wspomnienia o polskiej konspiracji i represjach mogły być niebezpieczne nie tylko dla samego Lebiedzia, ale również dla jego rodziny. Dlatego przeszłość pozostawała sprawą prywatną.
Dopiero po rozpadzie Związku Sowieckiego mógł mówić o niej bez żadnej obawy.
Powrót do polskiej wspólnoty
W niepodległej Białorusi Edmund Lebiedź wstąpił do Związku Polaków na Białorusi. Zaangażował się także w działalność Stowarzyszenia Ofiar Represji Politycznych oraz Stowarzyszenia Żołnierzy Armii Krajowej działających przy ZPB.
W 2009 roku, podczas Światowego Zjazdu Kombatantów Polskich w Warszawie, został odznaczony przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Był to już zupełnie inny etap jego życia. Człowiek, który przez dziesięciolecia musiał milczeć, mógł wreszcie publicznie mówić o swojej przeszłości i o swoich polskich korzeniach.
Historia zapisana po latach
W zachowaniu tej historii pomogła rodzina. Jedna z córek Edmunda Lebiedzia wyszła za obywatela Stanów Zjednoczonych. Podczas odwiedzin w rodzinnych stronach, jej mąż nagrał wspomnienia swojego teścia.
Z czasem w Stanach Zjednoczonych ukazała się książka poświęcona życiu Lebiedzia i jego pobytowi w sowieckich łagrach. Z tego, co wiadomo, nie doczekała się dotąd polskiego przekładu.
To właśnie ta książka może być dziś jednym z ważniejszych źródeł wiedzy o jego losach. Wspomnienia człowieka, który przez lata nie mógł albo nie chciał mówić o swojej przeszłości, zostały zapisane dopiero pod koniec jego życia.
Edmund Lebiedź zmarł trzy lata temu. W Hoży pozostał jego grób, rodzina i pamięć tych, którzy go znali. A poza Białorusią – opowieść, która wciąż nie jest szerzej znana.
Być może warto do niej wrócić również dlatego, że pokazuje historię Grodzieńszczyzny nie przez wielkie wydarzenia i nazwiska, ale z perspektywy jednego człowieka. Chłopca z Hoży, który w wieku siedmiu lat zobaczył wojnę, jako nastolatek zetknął się z polskim podziemiem, później trafił do sowieckiego łagru, a po powrocie przez dziesięciolecia próbował po prostu żyć.
I dopiero po wielu latach opowiedział, co się tak naprawdę wydarzyło w jego życiu.
Jerzy Mikłaszewicz
