W polskim rapie niewielu artystów potrafiło uchwycić ducha czasu tak celnie jak Taco Hemingway. Od chwili, gdy w 2014 roku ukazała się jego epka „Trójkąt warszawski”, Filip Szcześniak – bo tak naprawdę nazywa się raper – stał się nie tylko głosem swojego pokolenia, ale też swoistym kronikarzem codzienności młodych dorosłych ludzi w Polsce XXI wieku. Jego utwory to nie tyle klasyczne hip-hopowe bragga, ile literackie szkice z życia współczesnego człowieka – pełne ironii, niepokoju i melancholii.

Nowa wrażliwość w polskim rapie
Taco Hemingway wprowadził do polskiego hip-hopu zupełnie nową estetykę. Zamiast agresywnej ekspresji i ulicznych narracji, zaproponował introspekcję i obserwację. Jego teksty przypominają miejskie reportaże: skrupulatnie notują rytm codzienności, język młodych ludzi, ich lęki i marzenia. Warszawa w jego utworach jest jak bohater – nie tylko tło, ale żywy organizm, w którym odbijają się współczesne rozterki. „Śniadanie w hotelu Bristol, lunch w centrum handlowym, wieczór na Instagramie” – takie obrazy Taco przekuwa w poetyckie metafory.
Poezja z bloków i internetu

Nie bez powodu mówi się o nim jako o twórcy nowego rodzaju miejskiej poezji. W świecie, w którym komunikacja skróciła się do emotikonów i relacji na 15 sekund, Taco odzyskuje dla słowa jego wagę. W jego rymach pobrzmiewa zarówno ironia Miłosza, jak i autoironia współczesnego użytkownika Twittera. To połączenie sprawia, że jego twórczość jest zarazem uniwersalna i głęboko osadzona w realiach młodego pokolenia – tego, które dorastało w epoce transformacji, internetu i nieustannego pośpiechu.
Albumy jako rozdziały współczesności

Każdy kolejny album Taco to nowy rozdział z kroniki polskiej codzienności. „Marmur” to refleksja nad sławą i tożsamością w świecie mediów, „Café Belga” – portret millenialsa miotającego się między marzeniami o stabilizacji a pragnieniem wolności, a „1-800-Oświecenie” to już niemal filozoficzny esej o poszukiwaniu sensu w cyfrowym chaosie. Z biegiem lat jego narracja dojrzewa – z obserwatora imprezowego życia Warszawy staje się krytycznym komentatorem społeczeństwa przeładowanego bodźcami i informacjami.

Między popkulturą a melancholią
Taco Hemingway umiejętnie łączy popkulturowe odniesienia z wrażliwością humanisty. Cytuje filmy, memy i reklamy, by w ich świetle pokazać kruchość ludzkich relacji. W jego wersach przewijają się taksówki Bolt, scrollowane ekrany smartfonów i nieudane randki z Tindera – ale w tym wszystkim kryje się melancholia za czymś autentycznym, trwałym, prawdziwym. To właśnie czyni go lirycznym kronikarzem: opisuje rzeczywistość nie tylko taką, jaka jest, lecz także taką, jaką utraciliśmy, nie zauważając nawet, kiedy to się stało.
Język – narzędzie i poezja

Warto też podkreślić jego niezwykłe wyczucie języka. Taco posługuje się potoczną polszczyzną z finezją poety – wplata slang, neologizmy i zapożyczenia, tworząc język, który brzmi naturalnie, a jednocześnie posiada głębię. Jego rymy bywają zaskakująco błyskotliwe, często ironiczne, ale nigdy przypadkowe. Dzięki temu słuchacz ma wrażenie, że obcuje z tekstem literackim, a nie tylko z rapowym utworem. Nie bez przyczyny jego twórczość analizuje się dziś na lekcjach języka polskiego i uniwersytetach.
Kronikarz codzienności i emocji
Taco Hemingway to artysta, który konsekwentnie buduje własny świat – świat, w którym codzienność staje się poezją, a miasto – metaforą człowieka. Jego piosenki to współczesne wersje kronik, jakie kiedyś tworzyli poeci i pisarze. Dzięki nim możemy z dystansu spojrzeć na siebie i na epokę, w której żyjemy: pełną paradoksów, niepokoju i nieustannego szumu informacyjnego. Właśnie dlatego Taco Hemingway pozostaje jednym z najważniejszych głosów polskiej kultury – bo potrafi nazwać to, co wielu z nas tylko czuje.
Aleksander Czapluk
