21 lipca mija 15. rocznica śmierci kardynała Kazimierza Świątka – jednej z najwybitniejszych postaci Kościoła katolickiego na Białorusi i zarazem jednego z największych świadków wiary XX wieku. Jego życie było świadectwem niezwykłej odwagi, niezłomnej wiary i wierności, wystawionych na najcięższe próby – dzieciństwo naznaczone wojną, zesłanie, utrata ojca poległego w obronie Wilna, dziesięć lat łagrów i niezwykła posługa duszpasterska, która odmieniła los Kościoła na Białorusi.

fot. catholic.by
Kazimierz Świątek urodził się 21 października 1914 roku w estońskiej Valdze w polskiej rodzinie. W czasie rewolucji bolszewickiej wraz z bliskimi został zesłany na Syberię. Po zakończeniu I wojny światowej, rodzina wróciła do odrodzonej Polski i osiedliła się na Kresach. Kazimierz uczył się w gimnazjum w Baranowiczach, a następnie wstąpił do Seminarium Duchownego w Pińsku. Święcenia kapłańskie przyjął 8 kwietnia 1939 roku, zaledwie kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej.
Cena wierności
Młody kapłan nie opuścił swoich parafian, gdy na Polesie wkroczyła Armia Czerwona. Za tę decyzję zapłacił bardzo wysoką cenę. W 1941 roku został aresztowany przez NKWD i osadzony w więzieniu w Brześciu nad Bugiem. Po wielotygodniowych przesłuchaniach usłyszał… wyrok śmierci. Egzekucji nie zdążono wykonać jedynie dlatego, że 22 czerwca 1941 roku wybuchła wojna niemiecko-sowiecka.
fot. catholic.by
Po powrocie do pracy duszpasterskiej ponownie znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie – tym razem z rąk okupanta niemieckiego. I znów ocalał. Po ponownym wkroczeniu Armii Czerwonej został jednak aresztowany po raz drugi. Tym razem skazano go na dziesięć lat łagrów. Trafił najpierw do Marwińska na Syberii, a później do Workuty za kołem podbiegunowym. Wolność odzyskał dopiero 16 czerwca 1954 roku.
Natychmiast wrócił do Pińska, gdzie przez ponad 36 lat był proboszczem miejscowej katedry. Nie szukał wygodnego życia ani bezpiecznych stanowisk. Pozostał tam, gdzie najbardziej potrzebowali go wierni.
Pasterz odrodzenia Kościoła
fot. catholic.by
Gdy pod koniec lat osiemdziesiątych rozpoczęły się przemiany w Związku Sowieckim, Jan Paweł II powierzył Kazimierzowi Świątkowi odbudowę struktur Kościoła katolickiego na Białorusi. W 1991 roku został arcybiskupem metropolitą mińsko-mohylewskim i administratorem apostolskim diecezji pińskiej. Trzy lata później, papież wyniósł go do godności kardynalskiej. Był pierwszym w historii kardynałem będącym obywatelem niepodległej Białorusi oraz pierwszym przewodniczącym Konferencji Biskupów Katolickich Białorusi.
Po utworzeniu Związku Polaków na Białorusi aktywnie zaangażował się również w działalność tej organizacji.
„Melodie drewnianej łyżki” – świadectwo niezłomności

Kardynał pozostawił po sobie nie tylko żywe wspomnienie, ale także niezwykłą książkę „Melodie drewnianej łyżki”. To poruszające wspomnienia z lat spędzonych w sowieckich więzieniach i łagrach. Autor nie epatuje okrucieństwem. Pisze z pogodą ducha, opisuje piękno przyrody, przywołuje zabawne anegdoty i spotkania z ludźmi. Jednak pod tą warstwą, kryje się przejmujące świadectwo tego, ile naprawdę kosztuje wierność Chrystusowi i własnemu powołaniu.
Historia kardynała Świątka pokazuje, że chrześcijańska wierność nie zawsze oznacza jedynie codzienne wyrzeczenia czy niezrozumienie. Czasem wymaga zapłacenia znacznie wyższej ceny – więzienia, cierpienia, utraty wolności, a nawet gotowości oddania życia. Jego wspomnienia uczą pokory wobec własnych trudności i przypominają, że wiara nabiera największej wartości właśnie wtedy, gdy zostaje poddana najcięższej próbie.
fot. catholic.by
Kardynał Kazimierz Świątek zmarł 21 lipca 2011 roku w wieku 96 lat. Został pochowany w podziemiach katedry w Pińsku, obok swego wielkiego poprzednika – Sługi Bożego biskupa Zygmunta Łozińskiego. Pozostawił po sobie odrodzony Kościół katolicki na Białorusi, tysiące wiernych, dla których był ojcem i przewodnikiem, oraz świadectwo życia, które pokazuje, że nawet najokrutniejsze systemy nie są w stanie pokonać człowieka wiernego Bogu i własnemu sumieniu.
Paweł Kryszałowicz
