Historia jednego zdjęcia. Pamięć silniejsza od dynamitu

by Jan Roman
3 views
Są fotografie, które zatrzymują historię. Nie pokazują wielkich bitew, koronacji ani politycznych przemówień. Utrwalają zwyczajną chwilę – tak zwyczajną, że w momencie naciśnięcia migawki wydaje się ona zupełnie nieistotna. Dopiero po latach okazuje się, że właśnie ona staje się bezcennym świadectwem świata, którego już nie ma. Takie jest zdjęcie wykonane na początku lat 60. XX wieku przez Igora Humieniuka – grodnianina, pasjonata fotografii i ojca znanego białoruskiego poety Jury Humieniuka. Przed obiektywem stanęła jego żona, Krystyna Humieniuk, Polka z pochodzenia, spacerująca z małą córką. Nie przypuszczała wówczas, że zwykły rodzinny spacer stanie się jednym z najcenniejszych świadectw historii Grodna. W tle fotografii wznosi się Fara Witoldowa – świątynia, która przez ponad pięć i pół wieku była jednym z najważniejszych symboli miasta. Kilka miesięcy po wykonaniu zdjęcia zniknie z panoramy Grodna na zawsze.

Historia Fary Witoldowej sięga końca XIV wieku. Według tradycji kościół ufundował wielki książę litewski Witold, pragnąc uczynić Grodno jednym z najważniejszych ośrodków katolicyzmu na ziemiach Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Na przestrzeni kolejnych stuleci świątynia była wielokrotnie przebudowywana. Gotyckie mury wzbogaciły elementy renesansu i baroku, jednak kościół nigdy nie utracił swojego wyjątkowego charakteru. Był świadkiem królewskich wizyt, obrad sejmowych Rzeczypospolitej, uroczystości religijnych oraz najważniejszych wydarzeń w dziejach Grodna.

Dla wielu pokoleń mieszkańców Fara Witoldowa stanowiła symbol historycznej ciągłości miasta oraz jego wielowiekowego dziedzictwa związanego z Rzecząpospolitą.

Wojna nie zniszczyła tego, czego zniszczył pokój

Podczas II wojny światowej świątynia została poważnie uszkodzona. Spłonął dach, ucierpiały sklepienia, lecz mury przetrwały. Powojenne ekspertyzy wskazywały, że kościół można było odbudować. Nowe władze sowieckie miały jednak zupełnie inne plany.

W komunistycznej ideologii nie było miejsca ani dla religii, ani dla zabytków przypominających o wielowiekowej historii miasta. Fara Witoldowa, jako jeden z najcenniejszych symboli dawnego Grodna, stała się niewygodnym świadkiem przeszłości.

29 listopada 1961 roku potężne ładunki wybuchowe obróciły w gruzy świątynię, która przez niemal sześć stuleci górowała nad miastem. Dla wielu grodnian był to dzień, którego nigdy nie zapomnieli.

Fotografia, która stała się dokumentem epoki

Na zdjęciu Igora Humieniuka nie ma dramatyzmu ani patosu. Jest zwyczajny dzień. Mokry po deszczu plac, kobieta pchająca dziecięcy wózek, spokojne popołudnie. Nic nie zapowiada nadchodzącej katastrofy.

To właśnie ta codzienność sprawia, że fotografia porusza jeszcze bardziej.

Za kilka miesięcy miejsce widoczne w tle zniknie z panoramy miasta. Dziewczynka siedząca w wózku dorośnie już w Grodnie pozbawionym jednego ze swoich najważniejszych symboli. Nikt nie przypuszczał wtedy, że rodzinne zdjęcie stanie się historycznym dokumentem.

Pozostała pamięć

Nie żyje już Krystyna Humieniuk. Odszedł również autor fotografii – Igor Humieniuk. Nie istnieje także Fara Witoldowa, wysadzona w powietrze decyzją władz sowieckich. Pozostało jednak jedno zdjęcie, które zatrzymało chwilę i ocaliło fragment dawnego Grodna.

Takie fotografie przypominają, że historia nie składa się wyłącznie z dat i wielkich wydarzeń. Tworzą ją również zwykli ludzie – matki spacerujące z dziećmi, ojcowie dokumentujący rodzinne chwile i miasta, które z biegiem czasu zmieniają się nie do poznania.

Dziś fotografia wykonana przez Igora Humieniuka to świadectwo utraconego Grodna i dowód na to, że nawet jeśli można zburzyć świątynię, nie da się zniszczyć pamięci o niej. Fara Witoldowa nadal żyje na starych fotografiach, we wspomnieniach mieszkańców i na kartach historii miasta, które mimo burzliwych dziejów zachowało pamięć o swoim wielowiekowym dziedzictwie.

Jedno zdjęcie ocaliło więcej niż obraz rodzinnego spaceru. Ocaliło fragment miasta, którego nie zdołał zachować ani beton, ani cegła. Gdy mury legły w gruzach, fotografia stała się ich najtrwalszym pomnikiem. I dlatego dziś, ponad sześćdziesiąt lat później, pamięć okazuje się silniejsza od dynamitu.

Eugeniusz Sielicki