Są zespoły, które zapisują się w historii muzyki, i są takie, które stają się ścieżką dźwiękową całego pokolenia. Dla wielu Polaków mieszkających na Białorusi w latach 80. i 90. XX wieku takim zespołem był właśnie Maanam. Choć grupa dowodzona przez charyzmatyczną Korę (Olgę Jackowską) i wybitnego gitarzystę Marka Jackowskiego nigdy nie wystąpiła na Białorusi, jej muzyka dokonała czegoś znacznie trwalszego – przekroczyła granice państw i dotarła do serc tysięcy ludzi, stając się symbolem wolności, nowoczesności i więzi z polską kulturą.
fot. maanam.pl
Magnetyzm Kory i niepowtarzalne brzmienie Maanamu
Maanam nie był zwykłym zespołem rockowym. Był zjawiskiem, które odmieniło polską scenę muzyczną. Kiedy Polska przeżywała czas „Solidarności”, a później trudne lata stanu wojennego, zespół proponował coś zupełnie nowego – połączenie rockowej energii, nowej fali i poetyckich, często pełnych emocji tekstów.
Hipnotyzujący głos Kory – raz drapieżny i pełen buntu, innym razem subtelny i melancholijny – doskonale współgrał z charakterystycznym gitarowym brzmieniem Marka Jackowskiego. Powstały utwory, które przeszły do historii polskiej muzyki: „Boskie Buenos”, „Karuzela marzeń”, „Oprócz błękitnego nieba”, „Krakowski spleen”, „Cykady na Cykladach” czy „Kocham Cię, kochanie moje”. Nie były jedynie radiowymi przebojami – dla wielu stały się manifestem niezależności, wolności i odwagi bycia sobą.
Przez radio, kasety i telewizję – droga Maanamu na Białoruś
fot. maanam.pl
W czasach Związku Radzieckiego dostęp do polskiej kultury na Białorusi był ograniczony. Nie oznaczało to jednak, że Polacy rezygnowali z kontaktu z ojczystą muzyką. Wręcz przeciwnie – szukali jej wszędzie, gdzie było to możliwe.
Twórczość Maanamu docierała na Białoruś przede wszystkim trzema drogami.
Pierwszą było radio. Na Grodzieńszczyźnie wielu słuchaczy odbierało audycje Polskiego Radia, a prawdziwym muzycznym świętem była „Lista Przebojów Programu Trzeciego” prowadzona przez Marka Niedźwieckiego. To właśnie tam regularnie gościły największe przeboje Maanamu.
Drugą drogą były kasety magnetofonowe i płyty przywożone z Polski przez rodzinę oraz znajomych. Nagrania kopiowano z magnetofonu na magnetofon, dzięki czemu trafiały do kolejnych domów i kolejnych słuchaczy. Każda nowa kaseta była cennym skarbem.
Trzecim źródłem była telewizja. Tam, gdzie pozwalały na to warunki techniczne, odbierano programy Telewizji Polskiej, oglądając koncerty i teledyski zespołu.
Nie wystąpili na Białorusi, a i tak stali się legendą
fot. maanam.pl
Historia polskiego rocka zna wiele koncertów organizowanych na Białorusi. W przeciwieństwie do Lady Pank, który występował przed tamtejszą publicznością, Maanam nigdy nie zagrał koncertu na Białorusi.
Paradoksalnie właśnie ta nieobecność jeszcze bardziej umocniła legendę zespołu. Dla wielu Polaków mieszkających na Białorusi Kora stała się ikoną wolności i artystycznej niezależności, a Maanam – symbolem nowoczesnej polskiej kultury. Ich twórczość była obecna podczas spotkań rodzinnych, prywatnych imprez i nieformalnych spotkań młodzieży. Piosenki śpiewano z pamięci, nawet jeśli kasety były już wielokrotnie przegrywane, a jakość nagrań pozostawiała wiele do życzenia.
Muzyka, która pozostała w pamięci
Dziś, po kilkudziesięciu latach, utwory Maanamu nadal budzą emocje. Dla wielu mieszkańców Grodna, Lidy, Wołkowyska czy Brześcia są wspomnieniem młodości i czasów, gdy każda nowa kaseta z Polski była wydarzeniem.
Choć Kory i Marka Jackowskiego nie ma już wśród nas, ich muzyka wciąż żyje – w domowych archiwach, radiowych wspomnieniach i pamięci tych, którzy dzięki niej czuli się bliżej Polski. Maanam udowodnił, że prawdziwa sztuka nie potrzebuje paszportów ani wiz, aby przekraczać granice. Wystarczy szczera muzyka, która trafia do ludzi i pozostaje z nimi na całe życie.
Aleksander Czapluk
